15.09.2013
W rytmie zachodów, w słowach kamieni,
w spojrzeniu ptaków, w mowie przestrzeni
rodzi się spokój, mówią, po jednym roku,
leczą się myśli – mnie to nie bierze…
Kuba Sienkiewicz
Z podobnym przesłaniem łączy się także sztuka Marty Kunikowskiej-Mikulskiej, dziewczyny z miasta, która inspiracji do swoich prac dyplomowych, a także późniejszej twórczości szuka w polskich podaniach i wierzeniach ludowych. Swój talent realizuje w szerokim zakresie technik artystycznych: malarstwie olejnym, pastelu czy w litografii. W każdej z tych dziedzin niezmienny pozostaje znakomity rysunek, subtelna kreska i lekkość modelunku. Twórczość Kunikowskiej-Mikulskiej określa upodobanie do portretu i realistycznego kształtowania formy. Bohaterkami jej obrazów są głównie kobiety, których tajemniczy powab i pytyjski spokój budzić mogą skojarzenia natury religijnej. I choć wydają się jak posągi, ich ekstatyczna twarz w promieniach słońca ożywia ich ciała, jak wola Pigmaliona posąg Galatei. Powieki mają często zamknięte lub tylko zmrużone, gdy oczy radosne spoglądają w niebo – albo zmęczone szukają ziemi. Nie z ciekawości swój ruch biorą, ale z ducha, który miejsca swojego szuka po świecie, gdzieś między słońcem a otchłanią i wszelkie swe stany w ciele uzewnętrznia.
Na twarzach kobiet znać błogość i euforię lub z goła odmienne – smutek i tęsknotę. Ekstatyczna natura owych stanów ducha (z gr. ekstasis – wyjście poza siebie) sprawia, że doznający ich człowiek zrzuca niejako swe fizyczne ciało i staje przed sobą jako nagi umysł i naga dusza. Symbolami ich są ptaki lub motyle – istoty skrzydlate, podobnie człowiekowi, gdyż porzuciwszy skorupę tak jak on wznoszą się ku niebu. Ich obecność w obrazach podkreśla jedynie metafizyczny horyzont malarstwa Kunikowskiej-Mikulskiej – jej drogi z przedmiotu ku podmiotowości.
W wywiadzie z Jolantą Gramczyńską (SalonSztuki.net) malarka przyznaje, że inspiracją w tworzeniu są jej własne przeżycia i impresje: Niezależnie od tego kto jest moim modelem, maluję za każdym razem siebie, swój autoportret wewnętrzny. Ważnym jest, aby kobiecość, a właściwie, po prostu człowieczeństwo, postrzegać w pełni, zobaczyć całość odczuć i nastrojów. Wszystkie te postaci, Dziwożony czy Czarty, Chochoły czy Mamuny, składają się na moją osobę. Symbolizują moje uczucia, te świadome i te głęboko ukryte. Są moimi twarzami. Właściwie nie tylko moimi, innych kobiet (…) są również twarzami odbiorców moich prac. Jeśli komuś mój obraz się podoba, to znaczy, że czuje w nim cząstkę siebie.
Powiedzieć jednak, że sztuka Kunikowskiej-Mikulskiej traktuje o emocjach, to jak nic nie powiedzieć. Nie chodzi w niej bowiem o epatowanie nastrojem czy przesadnym dramatyzmem. Sednem tej sztuki jest archetypiczność ludzkich przeżyć, ugruntowana w mitach, do których odnoszą się jej bohaterowie. Pozy, w których artystka ukazuje ich ciała stanowią nawiązanie do tradycji ikonograficznej, w której to, co jednostkowe przeradza się w topos.
Przykładem tego rodzaju związków jest obraz zatytułowany Motyle, ukazujący młodą kobietę siedzącą wśród kwiatów zgnębioną ciężarem myśli, które jak żar lejący się z nieba pozbawiają człowieka resztek energii. Ten pesymizm ma swój kanoniczny obraz w typie postaci frasobliwej (zadumanej) – przedstawianej w pozycji siedzącej z głową wspartą na ramieniu – którą tradycja ikonograficzna łączy z melancholią (a ściślej z melancholią duszy porzuconej przez Boga – doświadczającej smutku i bólu istnienia, który spada na człowieka, gdy ostateczny cel jego życia zdaje się nieobecny).
Owa postawa ukazująca stan melancholii ma swoje źródło w starożytnym (orfickim, pitagorejskim czy wreszcie neoplatońskim) wyobrażeniu duszy, uwięzionej w ciele za grzechy popełnione w zaświatach. Wcielenie jest dla niej karą, tym większą, że niepozbawioną pamięci o raju utraconym, o boskim świecie, z którego przybywa. I wówczas tylko jest heroiczna, gdy w swoim bycie dąży ku boskości, choć ograniczona ciałem i fałszem jego zmysłów niezdolna jest ujrzeć prawdy absolutnej; stąd też ogarnia ją melancholia. Im bardziej bowiem ciało człowieka staje się dla niego źródłem alienacji, tym silniej wiąże on swoje „ja” z kartezjańskim Cogito…
Melancholia jest więc w nostalgii (gr. nostalos – powrót do domu), w tęsknym spojrzeniu za czasem minionym, za ludowością, która przemija i za tym wszystkim, co duszy miłe, do czego w pamięci chętnie się zwraca, mimo że czasu zatrzymać nie może.
Warte uwagi w obrazach Kunikowskiej-Mikulskiej są wspominane motywy ptaków-okaryn oraz motyli widocznych na serii obrazów. Jeden z nich pod tytułem Niebieski, przedstawia postać kobiecą, spoglądającą troskliwie na ptaka w swych dłoniach, który z naturą ludzką to ma wspólnego – według Platona – że gdy duch człowieka uwięziony w ciele wzlecieć nie może tedy; jak ptak, w górę tylko patrzy… Podobnie motyle widoczne na sukniwskazują na postać Psyche (z gr. dusza lub motyl).
Dopełnieniem jest tytuł obrazu nawiązujący do wyrażenia to be in the blue (z ang. być smutnym, przygnębionym). Ilustracją platońskiej metafory – jednocześnie historycznym odniesieniem dla obrazu pt. Motyle – jest Melancholia (1514 r.) Albrechta Dürera, pomyślana jako duchowy autoportret. Artystka sama wskazuje ów trop w cytowanej wyżej wypowiedzi, aluzyjnej także wobec symbolicznych autoportretów Jacka Malczewskiego.
Silnie obecne w malarstwie Kunikowskiej-Mikulskiej są także motywy olśnienia i odwrócenia wzroku od świata zewnętrznego. Symbolika gestów i przedmiotów okrywających oczy oscyluje między afektem (emocjonalnym zaślepieniem w miłości lub gniewie) a cnotą, która odwraca swój wzrok od ziemskich zaszczytów; między śmiercią a zapomnieniem, które w ciemnościach grobu skrywają ludzkie życie. Artystka przezwycięża jednak dramatyzm tych ponurych skojarzeń w obrazie zatytułowanym Wśród pól ukazującym cud niepamięci, o którym śpiewał Stanisław Sojka. Uderzająca w tej kompozycji jest kobieta, której zwarta figura niczym słowiański posąg napełnia krajobraz energią i spokojem. Mimo tej magii postać wydaje się aż nadto realna – wręcz namacalna – odnosi się wrażenie, że jej biała koszula faluje na ciele osnutym blaskiem letniego popołudnia. Z oddali słychać cichy szmer zbóż poruszanych wiatrem, którego łagodne tchnienie rozwiewa kwiaty we włosach. Chłodny dotyk ich liści pieści skronie kobiety jak błoga myśl, przebiegająca jej głowę, niczym czerwona przepaska.
Odmienny nastrój łączy w sobie Panna Młoda – alegoria płomiennej miłości pełnej ryzyka, która z zawiązanymi oczami (wiedziona intuicją) znajduje drogę do serca, a niespełniona w cieniu śmierci szuka ukojenia, jak grecka Psyche krocząca po ścieżkach Hadesu. Niewidomość symbolizuje również mądry osąd, wolny od złudy, w jaką wpędzają człowieka jego zmysły i intelekt, czerpiący z nich swe impulsy. Z tego względu wyłączenie wzroku sugeruje poznanie wyższego rzędu – spożywanie owoców prawdziwej wiedzy i duchowe odrodzenie przez iluminację. W tym kontekście można również mówić o obrazach takich jak Marta, W czerni czy Wariatka.
Ważnym dziełem dotychczasowego dorobku artystki wydaje się, jakby pospiesznie malowany, portret z lekko zarysowanym popiersiem, zatytułowany Dziwożona, na którym przedstawiona jest ekstatyczna twarz widziana jak we śnie. Rozpala wyobraźnię z całą siłą swej wzniosłej zadumy.
Tak oto przedstawia się fascynujący świat malarstwa Marty Kunikowskiej-Mikulskiej, artystki silnie zakorzenionej w tradycji polskiego modernizmu i poezji, której płótna niosą egzystencjalny polot. Ich bohaterami są ludzie żyjący w zenicie – owi łatwopalni, o których pisała Agnieszka Osiecka. Porywający jest także osobliwy liryzm, jaki malarka wlewa w swe portrety, który opiera się petryfikującym porównaniom krytyki artystycznej. Każdy z jej obrazów to osobna zagadka, lecz przede wszystkim fascynujące studium ludzkiej natury.
Wojciech Jakubczyk
Historyk sztuki,
doktorant w Katedrze Historii Sztuki Uniwersytetu Łódzkiego
« Powrót


